***

sobota, 16 lutego 2019

Disclaimer: to, co przeczytacie może być nieprzyjemne i przygnębiające. Na tym blogu kieruję się zasadą bezpośredniego przelewania myśli w słowa - mam dobrą opiekę i nic mi nie grozi. Jeśli jeszcze tu jesteś - siadaj wygodnie. 

Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie po 30stce i dalej. Nie było w mojej głowie takiego tematu ani możliwości. Nigdy nie snułam planów na przyszłość i nie szukałam mieszkania. Dla mnie oczywistą rzeczą było to, że gdy moi bliscy ułożą sobie życia, ja po prostu odejdę na zawsze.
Owa wizja była tak realistyczna i jednakowoż tak odległa, że czułam jak majaczy mi między półkulami.
W przyszłym roku skończę 30 lat. Kiedy to się stało? Przecież dopiero co skończyłam liceum.
Niemalże nikt z bliskich mi osób nie jest nie-w-związku, a ja nadal uśmiecham się niepewnie na te opowieści. Opowieści, w których coraz mniej dla mnie miejsca. Nie chodzi tu o zazdrość, naprawdę bardzo cieszę się razem z nimi. Ale jestem kaleką emocjonalną na tyle by nie wiedzieć co teraz zrobić ze sobą. Niebawem wybieram się na ślub - jestem spanikowana. Ostatni raz byłam na weselu jak miałam 6 lat. Od tamtej pory zapieram się jak kot przed wodą. Jestem przerażona.
Strasznie żałuję, że moją jedyną wizją jest żyć dopóki nie spłacę kredytu.
Jak się nauczyć myśleć o sobie? Czy w tym wieku można jeszcze uderzyć się w głowę na tyle mocno by zachcieć chcieć?


13 komentarzy:

  1. Czas bardzo szybko leci. Też nie wiem, jak będzie wyglądać moja przyszłość za kilka lat, ale trzeba starać się być dobrej myśli 😊 Zawsze mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie i Tobie życzę spokoju, równowagi i odwagi wychodzenia naprzeciw kolejnym dniom.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba każdy z nas dociera do takiego momentu, jeśli "odpowiednio wcześniej" nie założył rodziny. Nie brzmi to najlepiej, ale prawda jest taka, że jeśli w wieku 20- ledwie kilku lat jest mąż, pojawiają się dzieci, to na takie myśli nie ma nawet czasu. A kiedy nagle "wszyscy kogoś mają", to choćby nam było dobrze tak jak jest, z małym, ale własnym m, z pracą dającą możliwości... To ciesząc się z nimi w ciągu dnia zawsze przyjdzie wieczór, gdzie ta błoga, wymarzona wcześniej cisza przyniesie myśli, że może powinniśmy być gdzie indziej. Albo mieć chociaż plan na to, co będzie jutro.
    Głęboko wierzę w to, że wszystko w swoim czasie. Choćby od nas życie wymagało tego czasu więcej. I trzymam za to kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz absolutną rację. Próbuję uwierzyć w to, że te myśli odejdą i znajdę wreszcie to coś, coś czego cały czas szukam.

      Usuń
    2. Trochę odnośnie Twojego komentarza niżej... Próbowałam się tych myśli pozbyć naprawdę długo. A może nie tyle myśli, co tego przeświadczenia, że kiedy jedno się kończy... Nie wiem jak mam to powiedzieć. Że to się zdarza dwa razy, że jedno wydarza się dlatego, żeby drugie było nam w stanie pokazać, że może być pięknie, jeszcze piękniej. I cholernie bałam się tego, że to nieprawda. Miałam kiedyś takiego kolegę, mądrze mówił, że każda miłość jest pierwszą, każda ostatnią, każda jedyną. Chyba czas jest najlepszym lekarstwem, choć on wcale nie leczy ran. Ale daje pewien dystans, zmienia obraz. Trzymaj się tam ciepło, ściskam mocno.

      Usuń
  4. Disclaimer bardzo adekwatny... jestem od Ciebie 10 lat młodsza, a również dopadają mnie czasem takie przemyślenia. Jakbym odstawała jakoś. I niby wiem, że to nie jest żaden powód do wstydu, że w wieku 20 lat nie miałam nigdy chłopaka, ale jednak gdzieś z tyłu głowy pojawia się taka myśl... że jednak nie chodząc na imprezy na studiach, nie mając wielu znajomych i partnera jakoś odstaję i jestem samotna? I ja raczej też nie myślę o przyszłości, w ogóle sobie nie wyobrażam, żebym miała kogoś mieć kiedykolwiek, że ja w związku? To nie wyjdzie. Nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam już w związku, wieloletnim - teraz, kiedy to wszystko minęło nie ma już nic. I strasznie chcę się poznyć tej myśli o samozagładzie, gdy przyjdzie pora. Chyba muszę dostać w łeb.

      Usuń
  5. Wesela mają to do siebie, że ja też ich nie lubię. Idziesz sama, to sadzają cię z ludźmi, których nawet nie masz ochoty poznawać (najczęściej młodszymi), bo albo chleją tak, że o 20 film im się urywa, albo są nad wyraz sztywni. O tym, że trzeba tańczyć, no bo przecież, jak iść na wesele i nie tańczyć :|
    Ja sobie nie wyobrażam swojej przyszłości w tej chwili. Coraz bardziej dochodzi do mnie beznadziejność mojego położenia, ale z drugiej strony, jest mi dobrze. Brakuje mi tej drugiej osoby, tego, co mogłabym zyskać w związku. Mimo to, staram się cieszyć z możliwości, jakie mam będąc sama. Z tego, że nie ogranicza mnie druga osoba w żaden sposób. Coraz bardziej przekonuje się do myśli, że skończę, jak moja sąsiadka. Sama, jako stara panna. Ale nie sądzę, żebym żałowała tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie dzielenia z kimś mieszkania. Teraz u rodziców jest spoko ale nienawidziłam mieszkać z kimś innym. Jak nieprzystosowanym można być?

      Usuń
  6. Nie ma wieku w którym nie możemy uderzyć się mocno w głowę.
    W pewien sposób zazdroszczę ludziom, którzy myślą realistycznie o przyszłości. Zwykle uświadamiałam sobie, że ona istnieje, w momencie, gdy przyszło i jednak trzeba było podjąć jakąś decyzję. Czasem żałuję tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również im zazdroszczę. Mam wrażenie, że są na to lepiej przygotowani? W pewnym sensie. Cały czas jednak uczę się spadać na cztery łapy. Dziękuję za komentarz ❤️

      Usuń

ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes