Przebranie numer 1 - praca.

wtorek, 19 lutego 2019

Czasami, jeszcze stosunkowo rzadko, ale czasami czuję, że jestem hardkorowym badassem. Zazwyczaj odnosi się to do pracy, bo moja persona zawodowa, moja maska pomiędzy 6:30 - 14:30 jest niezniszczalnie mocna. Nigdy nie byłam niczyim szefem, nie miałam jeszcze okazji. Ale były mi powierzone bardzo odpowiedzialne zadania oraz prowadzenie projektów. Powinnam wyjaśnić jedną rzecz - na rynku pracy jestem już dziewiąty rok, dopiero drugi spędzam w pracy, którą lubię. Większość czasu pracowałam w sklepach i muszę przyznać, że zahartowało mnie to niesamowicie. Jestem w stanie ubrać maskę rano na klatce schodowej i zdjąć ją dopiero w windzie na parter biurowca. W lipcu 2017 postanowiłam złożyć CV do korporacji w branży IT. Nie mam wykształcenia w tej właśnie branży, jestem tylko niespełnionym biologiem i niezatrudnionym fotografem.
Ale mam jedną, dość ważną zaletę - słucham co się do mnie mówi. A to z czasem daje mi przewagę, bo pamiętam więcej rzeczy, których potrzebuję w pracy. I to podbija moją wartość. Lubię uczyć się korzystać z niej, podczas gdy ja - Mary, prywatnie jestem najbardziej wycofaną i zlęknioną kupką nerwów. Pracowa osobowość jest moim strojem Batmana, nigdy nikt nie dowie się, kim jestem pod nim.
Dziś zostałam gwałtownie wrzucona na spotkanie z ważnymi delegacjami z zagranicy jako reprezentacja całego działu, miałam pokazać krok po kroku czym się zajmujemy i odpowiedzieć na wszystkie pytania. Tylko ja i nasi zagraniczni goście. Zero wsparcia na miejscu.
Dwie godziny zleciały jak mrugnięcie okiem, kiedy wyszłam z sali konferencyjnej na dygoczących nogach i usłyszałam „okay, that was good!” - nie mogłam powstrzymać uśmiechu satysfakcji a długi korytarz był moim wybiegiem.
Złapałam swoje rzeczy, gdyż było już mocno po moim czasie pracy i zawołałam windę, niemalże promieniejąc z dumy. I wtedy Batman poszedł się jebać - dotarło do mnie co właśnie zrobiłam, w windzie było gorąco, kiedy ugięły się pode mną nogi. Czym prędzej wybiegłam na dwór, przysiadając na murku. Ściśnięte gardło nie pozwalało mi złapać powietrza, czułam jak robię się czerwona a oczy łzawią... Nikogo nie było w pobliżu. Rozpłakałam się. Ścisk w gardle puścił. Powietrze. Nareszcie.
(...)
O, tego Wam nie mówiłam - zaczynam naukę w technikum weterynaryjnym od marca. To dopiero będzie zabawa.


via GIPHY

7 komentarzy:

  1. Nie zawsze trzeba mieć wykształcenie w danym kierunku, żeby znaleźć pracę. I najważniejsze to robić to, co się lubi. Gratuluję udanego przebiegu spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Nauczyłam się już tego, że pomimo braku dyplomu mam równe szansę bo nie jestem głupsza od innych. Nie mogę dać się zwieść.

      Usuń
  2. Też często zakładam takie maski... wystąpienia publiczne niesamowicie mnie stresują, wewnętrznie cała się trzęsę i panikuję, a na zewnątrz jestem bardzo spokojna, mówię metodycznie, po kolei to, co mam do zaprezentowania i sprawiam wrażenie dobrze przygotowanej, opanowanej osoby. Także rozumiem Cię. Ty tutaj miałaś jeszcze gorzej, bo nie wiedziałaś wcześniej, co Cię czeka. Zaskoczyła mnie jednak trochę Twoja reakcja - dlaczego zamiast być z siebie dumna, że dałaś radę, zaczęłaś płakać? Stres puścił? Ale spójrz na to właśnie z tej strony - poradziłaś sobie doskonale. Jesteś wspaniała.
    Ja to bym tak Cię chciała przytulić w tych Twoich chwilach załamania. Przytulić i nic nie mówić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był chyba stres, który wyrwał się zbyt gwałtownie. Dziękuję za Twoją dobroć. Przytuliłabym się. Bez słów.

      Usuń
  3. Brawo, Mary! Osobiście wychodzę z założenia, że nawet zakładana maska to część nas. Każda osobowość ma kilka różnych twarzy - masek, które ubieramy zależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Pokazałaś, że jesteś badassem w pracy i radzisz sobie świetnie. Brawo. Ja, choć pracuję już 5 lat z ludźmi, szkolę nowe osoby na stanowisko, które sama zajmowałam, i mam kontakt z przeróżnymi typami ludzi, a nadal nie potrafię nawet uczestniczyć w przeprowadzaniu rozmowy o pracę. To się nazywa być przegrywem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jesteś przegrywem! Pamiętam, już kilka razy rozmawiałyśmy o maskach. Czas rozwija każdego, w końcu i Ty będziesz wymiatała na rozmowach. Wiem o tym!

      Usuń
    2. To, że czas rozwija to bardzo prawda. Widzę to po sobie. Pięć lat, a każda nowa osoba, której mówię, jak nieśmiała jestem, jak bardzo aspołeczna jestem, odbija piłeczkę mówiąc, że tego nie widać po mnie. A jednak nadal to czuję. Za każdym razem, kiedy mam kogoś upomnieć, albo spotykam osoby z przeszłości, które wbiły szpilę zmieniając mnie w osobę, którą jestem w tej chwili, zamykam się w sobie i czuję, jak moja maska znika i pojawia się bezbronne dziecko stłamszone przez znajomych ze szkoły. Może kiedyś to się zmieni, może nie, ale tak samo, jak ja powinnam wierzyć, że się rozwinę, tak samo ty, powinnaś wiedzieć, że może nadejść taki dzień, kiedy tryumf z pracy przyniesiesz z uśmiechem do domu, bo maska noszona w pracy stworzy jedność z tą noszoną w domu.

      Usuń

ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes