Maj

niedziela, 5 maja 2019

Już w środę wymarzona sesja tatuażu. Czekałam na nią 9 lat, od czasu ostatniego. Nie mogę się doczekać aż Wam pokażę gotowe dzieło.
Nie wstydzę się chyba już pokazać blizn - albo wstydzę się tak mocno, że staram się to wyprzeć za wszelką cenę. Zwłaszcza, że kilka mi przybyło. Musiałam na nowo rozpocząć odliczanie dni bez autoagresji. A było już tak dobrze.
Ostatnio przechodzę chyba kryzys - kwestionuję wszystko co mówię i robię, kwestionuję swoje wierzenia i rytuały, zamieniając je na sen. To istotnie zaburza moją politykę „radzenia sobie” w codziennym życiu. Może to wiosenne przesilenie? Może pyły z Sahary? A może po prostu tak ma być, może to po prostu faza „gorzej” zanim będzie „lepiej”?
Żadnych snów od ostatniego „ślubu” nie miałam. I bardzo dobrze, bo bez nich śpi mi się o wiele lepiej.
Odpukać w niemalowane - moje rośliny radzą sobie wyśmienicie. Aloes trzeba już rozsadzić bo ma mnóstwo młodych odrostów. Palma jest gęsta i bujna, chociaż rośnie powoli, a trzeci kwiat, którego nazwy nigdy nie zapamiętam, puszcza listki jak szalony. Jako notoryczna morderczyni roślin - jestem pod wrażeniem.
W szkole idzie mi dobrze, jak narazie zaliczyłam wszystkie przedmioty na bardzo dobre oceny, z wyjątkiem jednego sprawdzianu. Mogę powiedzieć, że czuję się niemalże spełnionym, przyszłym technikiem weterynarii.
Czekam aż słońce naładuje moje baterie.


ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes