time out

sobota, 27 lipca 2019

Wczoraj przyjęto mnie do szpitala. Jeśli mam być szczera to nie mam pojęcia kiedy minął ostatni miesiąc. Załatwianie papierów, zamykanie spraw w pracy, odreagowywanie stresu. Dziękuję losowi, że zakwalifikowano mnie na oddział dzienny - oszczędzi mi to nocy poza domem, a samo to jest już ogromnym czynnikiem stresowym.
Kiedy stało się faktem, że przez najbliższe trzy miesiące nie spędzę ani minuty w pracy to cały system w mojej głowie zaczął się sypać. Zazwyczaj zakładałam maskę profesjonalizmu i towarzyskości rano, popołudniami odpoczywałam & repeat.
Teraz, leżąc w łóżku dotarło do mnie, że już tego nie ma. Że tak naprawdę teraz jestem tylko ja i moje dobro. Nie muszę udawać, nie muszę się starać. Czuję jakbym zdjęła ogromny plecak. Dziwnie mi. Lżej. Nie muszę skupiać się na niczym, prócz dbania o siebie. Nie muszę spędzać ani chwili na udawaniu. Kiedy jestem smutna to mogę być smutna - mogę przetrawiać każdy dzień na spokojnie. Nie umiem sobie tego jeszcze poukładać w głowie.
Teraz moim największym strachem jest pierwsza terapia grupowa. Otwieranie się przy innych. Wiem, że te miesiące mnie przetyrają. Czy jestem na to gotowa?
Czy można być w ogóle na to gotowym?

ABSOLUTE © 2016 | Template by Blogs & Lattes